Może nie podchodź do mnie lepiej.
Mogę złamać Ci serce. A tego nie chcę.
Ty też możesz złamać moje. A wtedy popadnę w paranoje.
„Posiadałem”
dziewczynę marzeń. Posiadałem bo oddała mi siebie całą, fakt zdobywałem ją
każdego dnia na nowo, poznawałem kolejne wady i zalety. I uwierzcie, że była to
dziewczyna marzeń, tak cudowna, tak delikatna i absurdalnie dziecinna. A
wszystko zaczęło się kiedy kończyłem gimnazjum trochę czasu minęło bo aktualnie
kończę liceum. Nasze pierwsze spotkanie nie było jakoś wyszukane, wyjątkowe, bo
kto by się spodziewał spotkać miłość na zatłoczonym chodniku kilka dni przed
świętami. Wpadła na mnie śpiesząc się do domu, nic dziwnego przecież każdy w tym
czasie chcę być z najbliższymi. Była tak zakręcona jakby wszystko co ją
otaczało przestało istnieć, jak się okazało była taka na co dzień. Zostawiłem
jej swój numer, tak na wszelki wypadek, nie spodziewając się, że kiedykolwiek coś z tego będzie.
Minęło kilka dni a ja całkowicie zapomniałem o tej całej sytuacji, skupiłem się
na przygotowaniach do świąt. W dzień wigilii napisała mi krótkie życzenia, nie
będę cytował bo nie pamiętam co było w nich zawarte, pewnie zwykłe „wesołych
świąt” przecież nawet nie znałem jej imienia więc czego chcieć więcej. W przerwie
między świętami a sylwestrem spotkaliśmy się kilka razy, zaczęliśmy się
poznawać. Nie była idealna, bo ideałów nie ma. Ale jej wady zawsze wypełniały
się z zaletami tworząc mój własny ideał. Miała taki słodki wyraz twarzy, rzadko
się uśmiechała, raczej miała spojrzenie niewinnego/przestraszonego dziecka. Z
początku musiałem się sporo natrudzić aby zobaczyć jej uśmiech, później było z
górki bo cieszyliśmy się jak dzieci na swój widok. Jej włosy były tak
delikatne, zawsze przysłaniały jej twarz, lubiłem je, lubiłem jak kładła się na
mnie a jej brązowe, roztrzepane włosy wpadały mi do oczu. Spędzaliśmy ze sobą
całe dnie, później doszły do tego noce. Wiem, że dziewczyny wyglądają ślicznie
umalowane, w sukienkach ale mi wystarczył widok gdy stała w drzwiach swojego
pokoju w za dużym sweterku i koku. Potrafiliśmy siedzieć na łóżku z winem czy
herbatą i godzinami rozmawiać o pierdołach. Dni mijały, my rozkwitaliśmy a ona
płakała z miłości i z tego, że jestem z nią. Za każdym razem, gdy uświadamiała
sobie, że kiedyś jej zniknę. Bo przecież nic nie trwa wiecznie – żyła w takim
przekonaniu i może miała racje, patrząc z perspektywy czasu. Noce z nią były
cudowne i nie chodzi mi tylko o seks, fakt to też było ale nawet nie
wyobrażacie sobie jak uwielbiałem chodzić z nią na spacery o trzeciej w nocy.
Kochałem jej ciało, idealna figura, piersi, ale usta przebijały wszystko. Nie
wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie, dotykałem jej włosów, całowałem w nos,
drapałem po brzuchu. Ale pewnego dnia wszystko prysło jak bańka mydlana, nagle
przestało być idealnie, przestaliśmy się starać. Wszystko się skończyło a teraz
mijając się na ulicy tylko serce mnie ściska a minęły dwa lata. Więc nie myślcie,
że zdobyliście kogoś raz i to wystarczy na całe życie, udowadniaj to człowieku
codziennie bo pewnego dnia obudzisz się z niczym.
zgorszenia